Forum www.egeppert.com
Forum www.egeppert.com

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

 Strona główna www.egeppert.com  


 Archiwum 1 od 21.05.2003 do 03.11.2005    Archiwum 2 od 05.11.2005 do 08.02.2007 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Zabrze 29.11.2013
Autor Wiadomość
Paulka162 
Cień księżyca


Wiek: 30
Posty: 377
Skąd: Wa-wa/St-ce
Wysłany: 30 Lis 2013 10:09   Zabrze 29.11.2013

Smutne jest piękne, ale na szczęście
Nie wszystko piękne smutne jest

Mogłabym spuentować tymi słowami A. Poniedzielskiego wczorajszy koncert. Wiele było smutku, troszkę radości i kapka cygańskich nut.

Po raz kolejny składam wielkie ukłony w stronę P. Piotra – reżysera spektaklu, tym razem na początku, ponieważ skomponowanie trzech różnych żywiołów: „melancholijnego”, „kabaretowego” oraz „cygańskiego” (sic!) w jedną spójną całość to prawdziwy majstersztyk. Połączenie tych, można by pomyśleć, skrajnych nastrojów stworzy dość kontrowersyjny całokształt, a tu niekoniecznie, wszak mają wspólny temat przemijanie oraz doskonałą Wykonawczynię.
Bardzo cieszę się, że program przygotowany na lipcowy festiwal cygański Romane Dywesa nie przepadł i został ponownie wykorzystany. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś go usłyszymy.

Recital rozpoczął się tradycyjnie od „Rimbaud – Aniele Stróżu mój” i nic prócz kilku dodatkowych instrumentów ustawionych w tle nie zdradzało niespodzianki wieczoru.
Przy „Zamiast” zobaczyłam Tę Dziewczynę z Opola obejmującą statyw mikrofonu, wbijającą nieśmiało wzrok w ziemię. Jak wtedy rozdarła nam serca swoją modlitwą do Boga… Zwierzała nam się tak samo, jak lata temu, przewijały się obrazy wokół, ale Ona pozostała niezmienna…
Ciągle czekamy na lepsze chwile, na lepszy czas, tylko ileż można czekać? Wyśpiewane z lekką ironią, śmiechem przez łzy, bo na czekanie czasu coraz mniej… mniej pewności w głosie, że wytrwam. Sił zaczyna brakować, gdy tak się GMATWA, to, co najprostsze po raz kolejny. Ile można sobie wmawiać ze złością nie jest źle… rozniecać z iskry radość?
A potem przyszedł czas na chwilowe wyrwanie się z tej melancholii. Jeszcze łza nie wyschła na policzku, a już śmiejemy się z „uroków" :mrgreen: małżeństwa. Bawią nas przekomarzania duetu, zabawne minki i podskoki Pani Edyty, nagłe olśnienie Pana Piotra z ludowym zaśpiewem :wink:
Pan Reżyser zezwolił śpiewać co chce - tylko na to pani Edyta czekała! :wink: Szybko, zanim się rozmyśli, trzeba wykorzystać sytuację! Na scenę zostali zaproszeni muzycy. Powiało ciepłym, letnim wiatrem gorzowskiej nocy lipcowej, choć na dworze mróz.
Kilka lat temu dostałam w najpiękniejszym upominku piosenkę i od tamtej pory prowadzi mnie w najdalszą dal szlakiem koncertów… Broni mnie od złego, jest ucieczką, radością i nigdy nie zostawia samą. Mam do niej zaufanie bezgraniczne.
Te pieśni cygańskie były tak piękne, że wzruszały samą swą urodą i wykonaniem. Przeszywający, perlistysty głos, ciarki na plecach „masz taki czar i moc szatańską”, opętała nas… Na taką piosenki warto czekać latami. Istniała tylko Pani Edyta – świat się skończył.
Tylko od niego się nie ucieknie, choćby jechać nie byle gdzie, to zawsze prędzej czy później nas dogoni i dopadnie ze wzmożoną mocą. A krzyk samotności rozdziera pustkę tłumu.
Idealizujemy przeszłość, chcąc wrócić do lat dziecięcych, gdy wszystko było proste i błogie. Niemożność powrotu, smutek przemijania zostały wyśpiewane w piosenkach „Los” oraz „Nie jest źle”.

Dla mnie, mimo wszystkich tych emocji oraz wzruszeń największą ciekawostką było „Och życie” w akompaniamencie dwóch gitar, akordeonu oraz pianina! Epitafium do życia zabrzmiało jeszcze bardziej pochwalnie…

I recital przemija – jest tylko krótką chwilą…, ale nie umiera, zostaje w naszych sercach na zawsze… Koniec jest początkiem i nową nadzieją. Graj dla mnie znów swą pieśń...
_________________
Ty cieniem przy mnie stój
Ostatnio zmieniony przez Paulka162 02 Gru 2013 06:56, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Majka 

Wiek: 58
Posty: 223
Skąd: Nowy Sącz
Wysłany: 01 Gru 2013 09:04   

Dziękując Paulinie za świetnie oddaną atmosferę ostatniego koncertu, dorzucę kilka zapisanych w pamięci szczegółów, bo o spektaklu, który odbył się przedwczoraj w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu można dyskutować bez końca. Kiedy krótko przed godziną 19:00 zajęłam miejsce na widowni mogłam nacieszyć się jeszcze tą ekscytującą chwilą oczekiwania na mające nastąpić wydarzenia. Patrzyłam na dużą, tonącą w półmroku scenę, pyszniący się z boku lśniący fortepian, ustawione na swoich miejscach mikrofony. Niby wszystko jak zwykle, chociaż nie do końca, bo oprócz tego dostrzegłam trzy puste krzesła, jakieś dodatkowe rekwizyty... Nie będę kryć, że ten widok spowodował szybsze bicie serca, rozbudził tlącą się od pewnego czasu nadzieję...

Recital rozpoczął się zupełnie zwyczajnie refleksyjnym "Rimbaud - Aniele Stróżu Mój", z nastroju zadumy wyrwało "Moje królestwo", na duchu podniosły delikatnie wyśpiewane słowa "Pocieszanki", ucieszyły wyczekiwane podczas każdego recitalu "Czy pamiętasz jak to było", "Z duszą na ramieniu", czy pełna nadziei "Modlitwa do dobrego Boga". Cała gama nastrojów - smutek, radość, tęsknota, nadzieja, ale też spora dawka humoru i przewrotności zawarta w utworach opisujących skomplikowane relacje damsko-męskie. Z kronikarskiego obowiązku dodam, że po utworze "Mąż ideał" publiczność zaczęła domagać się bisu, co akurat zupełnie mnie nie zdziwiło.

Część kabaretową zakończyło wielokrotnie wygłaszane już zdanie "A Edyta, a niech śpiewa co chce" i obawiam się, że Pan Reżyser do teraz żałuje tych nieco pochopnie wypowiedzianych słów, bowiem tym razem Edyta Geppert skwapliwie skorzystała z danego Jej pozwolenia, skutkiem czego dalsza część wieczoru wykroczyła daleko poza ramy starannie opracowanego scenariusza. Pan Pianista jakby przeczuwając, co się święci przezornie ukrył się za kulisami, a na scenę zostali przywołani muzycy... tak, tak Ci sami, którzy dali się nam poznać pewnej lipcowej, gorzowskiej nocy. Popłynęły pierwsze akordy wypełniając przestrzeń krystalicznie czystym brzmieniem instrumentów, a do uszu ponownie dobiegł ten bliski sercu głos, co w sobie ma czar i moc szatańską... Każdy kto chciał mógł zabrać się w podróż z cygańskim taborem. Emocji nie da się opisać, więc podam jedynie tytuły piosenek, którymi w tej części koncertu została obdarzona żywiołowo reagująca publiczność:

Gili
Jak zostanę wielką panią
Graj dla mnie znów
Gdzie ja byłam gdzie
Zrób coś z sobą
Drogo prowadź
i na koniec brawurowo zaśpiewany i zatańczony "Los".

Hmm... napisałam, że na koniec, ale ku mojemu zdumieniu to wcale nie był koniec! Do pozostałych na scenie muzyków dołączył Piotr Matuszczyk i w upominku dostaliśmy jeszcze piosenkę "Za inna", entuzjastycznie przyjęte "Och, życie, kocham Cię nad życie", mocne w swej wymowie "Nic nie muszę", zupełnie nieoczekiwane "Nie jest źle". Po tym utworze, żegnani oklaskami zeszli ze sceny barwni, cygańscy grajkowie i przy dźwiękach samego już fortepianu scenę spowiła zupełnie zwyczajna jak na tą porę roku "Sentymentu mgła".

To był jeden z takich koncertów, których nie da się zapomnieć. Słowa uznania i podziękowania należą się Edycie Geppert i wszystkim Artystom za bogactwo artystycznych doznań wyczarowanych z taką lekkością i fantazją jakby nie wymagało to żadnego wysiłku. Jestem szczęśliwa, że tam byłam, i że mogę dzielić się teraz wrażeniami, a za podsumowanie relacji niech posłuży idealnie pasujący tu cytat: "Pomimo, że każda chwila radości trwa niezmiernie krótko, a później znika, zawsze jednak zostawia za sobą trwałą nadzieję i jeszcze trwalsze wspomnienie".

Pozdrawiam ciepło :smile:
Majka
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group