Forum www.egeppert.com
Forum www.egeppert.com

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

 Strona główna www.egeppert.com  


 Archiwum 1 od 21.05.2003 do 03.11.2005    Archiwum 2 od 05.11.2005 do 08.02.2007 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Wrocław, 2.02.2013
Autor Wiadomość
niki 

Wiek: 29
Posty: 64
Skąd: Katowice/ Częstochowa
Wysłany: 07 Lut 2013 05:58   Wrocław, 2.02.2013

Kościół pw. Św. Karola Boromeusza we Wrocławiu, godzina 19.00, tłum ludzi. Chwila oczekiwania, wstrzymany oddech. Serce bije coraz szybciej...i już za moment płyną pierwsze nuty, pierwsze słowa „Rimbaud”. Ten utwór ma w sobie jakąś niewyjaśnioną moc, wywiera na mnie ogromne wrażenie. Z każdą kolejną piosenką, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jaśnieją ludzkie twarze – coraz bardziej szczęśliwe i wzruszone.
Po głowie chodzi mi cały czas „Pamiętaj o mnie” – przykleiło się do mnie w Pszczynie i za nic nie chce się odkleić – trudno, trzeba będzie dołączyć tę piosenkę do ulubionych, nie ma rady. Mogłabym wymienić wszystkie utwory z tego repertuaru, bo każdy jest tym szczególnym i ulubionym. Ile w nich piękna, mądrości, prawdy...wciąż nie mogę się nadziwić.

Prawdziwym szczęściem i jednocześnie ogromną niespodzianką były „Święta z bajki” zaśpiewane tak, że łza się w oku kręciła. Jakby tego było mało, mogliśmy usłyszeć także „Pójdźmy wszyscy do stajenki”, „Mizerna cicha” i „Zgubiliśmy się”. Zachwycenie, wzruszenie i...niedowierzanie. Wiedzieliśmy przecież, że będzie wyjątkowo, ale żeby aż tak ?

Długie, nieustające brawa...Na koniec wybrzmiała przepiękna „Śpiewka o pękniętym sercu”. I nagle..cóż to się dzieje ? Co to za silne uderzenie w serducho ? No tak, wszystko jasne. Pani Edyta śpiewa „Poetów...”

Jestem oczarowana repertuarem kościelnym i tajemniczą aurą, która mu towarzyszy. Jak to dobrze, że znalazłam się właśnie w tym miejscu, o tej porze, wśród tego tłumu ludzi. Niezapomniane to były chwile...
 
 
 
Majka 

Wiek: 58
Posty: 224
Skąd: Nowy Sącz
Wysłany: 07 Lut 2013 10:16   

Ostatnio natrafiłam na interesującą myśl, więc żeby mi się nie zawieruszyła zanotuję ją tutaj. „Przyjaźń rodzi się w momencie, gdy jedna osoba mówi do drugiej: Co? Ty też? Myślałem, że tylko ja.” Clive Staples Lewis.

Wracając do rzeczy chciałam tylko powiedzieć, że to niezwykłe uczucie przeczytać taką relację. To tak jakby się było na jednym koncercie dwa razy, a jak przeczytam jutro to pewnie i trzy będzie. I jeszcze świadomość, że ktoś przeżył to tak samo, tylko MXXVII razy mocniej, i że komuś też potem trzęsły się ręce, tyle że jakby bardziej... ale to akurat zrozumiałe bo w kościele było zimno. Właściwie nie mam już co więcej pisać, każdy widzi, że było jak zwykle... czyli niezwykle. Od siebie dorzucę może tylko parę szczegółów, które koleżance Niki mogły umknąć z powodu stanu lekkiego oszołomienia w jakim się tamtego wieczoru znalazła. Wrocław miastem pięknym i gęsto zaludnionym jest. Sami księża, choć to osoby duchowne, nie mogli uwierzyć jakim cudem im się tyle narodu w kościele zmieściło. Zapotrzebowanie na piękno było ogromne. Koncert w świątyni więc piosenki dobrane według zasady im smutniej tym piękniej, choć momentami było też radośnie, zupełnie jak w życiu - taki hymn o trwaniu w każdą pogodę. Do nr 17 było dokładnie jak 16 grudnia 2012 r. w Warszawie. Choć też nie do końca, bowiem przy nr 8 w dłoniach Pani Edyty pojawił się czerwony kwiat. Nie bardzo wiem jak do tego doszło, bo widoczność miałam nieco ograniczoną, ale na pewno nie było to przewidziane w starannie opracowanym scenariuszu.

Po nr 17 Pani Edyta zapowiedziała, że kontynuując piękną tradycję kolędowania w tej świątyni pożegna się z nami w takim nastroju... i potoczyło się całkiem jak w bajce. Najpierw niewinnie, czyli dobrze nam znane „Bo już nic nie muszę” potem za sprawą „Świąt z bajki” oczy zasnuły się czasu mgłą. Kolęda „Pójdźmy wszyscy do stajenki” napełniła serce taką radością, że trudno było ustać w miejscu. Gdy wybrzmiała „Mizerna cicha” zapomniałam, że trzeba bić brawo. Przy „Zgubiliśmy się” szczęście zaczęło mieszać się z rozpaczą, że zaraz będzie po wszystkim. I gdy zrobiło się już po wszystkim, do mikrofonu podszedł kapłan i powiedział krótko coś o sztuce emisji głosu i szlachetnym przesłaniu zawartym w tekstach piosenek. Przywołał też takie wspomnienie sprzed lat: zespół Nowa Ruda, ślub parafianki Lidki i pewną solistkę tegoż zespołu o nieziemsko pięknym głosie, która na tym ślubie zaśpiewała - jeśli dobrze zapamiętałam, modlitwę Ojcze z niebios. Na koniec kapłan wyraził radość, że talent który wtedy dostrzegł nie został zmarnowany (tłumacząc na nasze „rozbłysnął blaskiem nie do opisania”). Dodał też, że niedawno obchodził jubileusz 50-lecia pracy kapłańskiej i życzył stojącej obok Pani Edycie też okrągłego jubileuszu 50-lecia pracy na scenie. Miałam ochotę uściskać tego księdza - tyle ciepłych słów, tyle ważnych informacji. Zresztą każdemu musiało zrobić się ciepło na sercu, bo reakcja zgromadzonych zważywszy na miejsce, w którym wszystko się działo była niezwykle żywiołowa. Cóż było robić - chociaż scenariusz nie przewidywał, trzeba było śpiewać dalej! „Śpiewka o pękniętym sercu” i „Poeci nie zjawiają się przypadkiem”.

Ludzie czuli, że po tej piosence nie można było już nic dopowiedzieć, a i tak klaskali dalej. Zrobiło się małe zamieszanie. Pana Piotra nikt nie chciał dopuścić do głosu, mnie też zaczęło się wszystko mieszać kto, co i w jakiej kolejności mówił. Dopiero gdy głos zabrał proboszcz parafii i jeszcze raz podziękował zgromadzonym za tak liczne przybycie, a sponsorom za wsparcie, do każdego dotarło, że jednak trzeba wracać. Kto chciał mógł zabrać ze sobą trochę prawdy i muzyki, ot tyle ile pomieści mały srebrny krążek w plastikowym opakowaniu. Chętnych zdecydowanie nie brakowało. Kto chciał mógł też przedłużyć sobie wieczór, wystarczyło stanąć w kolejce. Przed oczami mam starszego mężczyznę, który dziękując za koncert z takim zapałem wycałował Panią Edytę po rękach, jakby chciał uczynić to w imieniu całej męskiej części widowni. Jeszcze jedno wrażenie zapisało się mocno w sercu i jak widać nie tylko mnie - w żadnej nawet najpiękniejszej i największej sali koncertowej o najlepszej akustyce na świecie nie dało by się stworzyć takiej niepowtarzalnej aury, jak w tej wrocławskiej świątyni przy ul. Kruczej 58.

Żeby dopełnić obrazu całości dodam, że po koncercie, zresztą tak samo jak i przed, działy się rzeczy dziwne. Nie wiedzieć czemu gubił i plątał się czas, gmatwała prosta droga, w kasie zabrakło biletu, wbiegając do pociągu nie było czasu sprawdzić, czy to aby na pewno ten co trzeba. Powoli utwierdzam się w przekonaniu, że w dniu koncertu wydarzyć się może wszystko, ale jak powiedział bardzo mądry człowiek Phil Bosmans - „Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą same.
 
 
Majka 

Wiek: 58
Posty: 224
Skąd: Nowy Sącz
Wysłany: 18 Lut 2013 11:45   

Krótkie wspomnienie z niezapomnianego koncertu.

Wrocław: koncert kolęd z udziałem Edyty Geppert
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group