Forum www.egeppert.com
Forum www.egeppert.com

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

 Strona główna www.egeppert.com  


 Archiwum 1 od 21.05.2003 do 03.11.2005    Archiwum 2 od 05.11.2005 do 08.02.2007 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
KRAKÓW 11.09.2013
Autor Wiadomość
Paweł Gabriel 
Gabriel

Wiek: 59
Posty: 303
Skąd: Ostrołęka
Wysłany: 13 Wrz 2013 02:41   KRAKÓW 11.09.2013

    Pamiętam jak po koncercie Edyty Geppert z Kroke w Lublinie w listopadzie 2011 roku kończyłem swoją króciutką wypowiedz stwierdzeniem: wiem, że kiedyś Was dopadnę i posłucham na żywo”. Ten mój pościg za nimi wreszcie dobiegł końca. Zapałem Ich na wspólnym koncertowaniu w krakowskiej Alchemii.
    Jak było?
    To pytanie zadała mi Gwiazdka tuż po skończonym koncercie. Chyba nic nie odpowiedziałem, nie żebym nie chciał. Byłem myślami gdzieś tam, po prostu nieobecny. Często jest tak, że spełnienie pewnych pragnień i oczekiwań, konfrontacja marzenia z rzeczywistością rodzi pewien niedosyt, uczucie rozczarowanie, rozsypanie wyidealizowanej konstrukcji jak domku z kart. Wytworzona iluzja pęka jak bańka mydlana. A jak było tym razem?
    By to opisać trzeba zastosować bardzo prosty matematyczny klucz, a w zasadzie działanie. Pomnożyć maestrię i biegłoś techniczną grających muzyków przez ich talent muzyczny i wyobraźnię. Drugą częścią równania niech będą fantastyczne kompozycje, genialne teksty, wspaniałe aranże, wymarzone instrumentarium dla tego typu repertuaru. Jak wielkie znaczenie ma kolejny składnik działania, który z wielką mocą podkreślił charakter występu, wiedzą wszyscy obecni na koncercie, ta setka szczęśliwców zgromadzonych w deszczowy wieczór w piwnicach Alchemii. To serce Kazimierza, setki lat ciągłego trwania i bycia świadkiem codziennego życia zamieszkującej tam społeczności. Nie można pominąć szeregu innych istotnych elementów składowych oprawy koncertu. Nieduża ascetycznie wyglądająca scena była doskonałym tłem dla aktorów prezentujących swój spektakl. Dyskretna, a czasami wybuchająca feerią barw gra świateł, wspaniałe nagłośnienie, klarowność i czystość brzmienia wszystkich instrumentów, to też niebagatelna wartość, szczególnie dla kogoś takiego jak ja (audiofilsko zafiksowanego gościa).

    Na końcu Ona! Edyta Geppert !!! Absolutnie Genialna. Jedyna. Wspaniała. Prawdziwa.

    W tym miejscu, w tym składzie, w tym repertuarze, nie do podrobienia, chyba że przez samą siebie.
    Gdzie strofy „Na Kazimierzu” Kazimierza Winklera wywołają większe wzruszenie, zmuszą do zadumy, jednocześnie zachwycą. Zilustruję to jednym z momentów związanych z interpretacją tej piosenki. Była to czysta metafizyka. Edyta Geppert stojąca w półmroku, ręka z tyłu sylwetki, dłoń oparta o piwniczny mur, jakby łącznik Artystki z przeszłością, niewidzialny zasilacz, którego energia biegnie wprost do serca.
    „Gdy jedna łza” przewspaniała, powoli narastająca, buduje wielkie napięcie, kończący się wspaniałą wokalizą Edyty Geppert. Piękny jednocześnie bardzo przejmujący utwór.
    Były również „Tak, jak malował pan Chagall”, Los, „Gdzie ja byłam, gdzie”, Wyjaśnienie, Meshuge, „ Zrób coś z sobą”, „Więc nie dziw się”, „Lata młode”, Władza, „Śpiewam życie” wszystkie piękne, smakowicie rozrzucone w różnych miejscach koncertu. To w trosce o słuchacza, by nadmierne wzruszenie lub radość nie dokonało nieodwracalnych skutków w nastrojach zgromadzonej publiczności. Ale tak jest zawsze „u Edyty”. Albo klamrą swoich interpretacji dociśnie mięsień sercowy, że mało nie pęknie, albo pobudza całe ciało do radości, co w panującej w Alchemii ciasnocie też mogło być zjawiskiem niebezpiecznym.
    Wspaniale zabrzmiało też kilka utworów Krakusów rozpoczynający występ Ajde Jano, fantastyczny Time i wirtuozowska kompozycja, w której (nie jestem do końca pewny) rozpoznałem fragment rumuńskiej rapsodii Enescu, ten najbardziej znany, z fenomenalna partią na skrzypce. Panowie muzycy dal takiego czadu, że …… Spokojnie, mury Alchemii wytrzymały, na szczęście. W tym momencie wzrok perkusisty spoczął na twarzy kontrabasisty. Panowie wymienili spojrzenia, kciuk Sławomira Bernego, wyrażający aprobatę dla wspólnego grania poszedł w górę, uśmiech Tomasza Laty i na koniec burza oklasków.
    Złapałem też po zakończeniu jakąś myśl i na pewno była to myśl kobiety. „Kukuś” byłeś fantastyczny. Tak zachodzę w głowę, która to z Pań wygenerowała tę myśl. Zakończenie koncertu to „Władza” przypominająca wszystkim rządzącym i politykom dzięki komu mogą zajadać się konfiturami. Podczas tego utworu Edyta Geppert przedstawiła towarzyszących jej muzyków. Na bis jeszcze raz zaśpiewany Los. I KONIEC.

    Było wspaniale. Tego koncertu nie zapomnę do końca życia.

Pozdrowienia dla wszystkich uczestniczek koncertu.

Oskar serdeczny uścisk dłoni, do następnego spotkania.

P.S. Dziękuję Gwiazdce za poświęcony czas dzień wcześniej. Dziękuję za pokazanie krakowskiego Kazimierza jakiego nigdy bym sam nie dostrzegł, szczególnie w tak krótkim czasie.
_________________
Gabriel
 
 
Gwiazdka

Posty: 874
Wysłany: 13 Wrz 2013 10:45   

Uwielbiam chłonąć na widowni reakcje ludzi w trakcie takich koncertów jak ten. Oczywiście - wszystkie zmysły skupione są na scenie, ale gdzieś tam zostaje miejsce na odbieranie bodźców docierających z otoczenia. A jeszcze, gdy są na widowni osoby oglądające ten spektakl pierwszy raz - to już w ogóle. Zaskoczenie, zauroczenie, absolutna cisza w trakcie piosenek, oraz burza oklasków pomiędzy. I euforyczna radość w oczach po wszystkim.

Gabrielu, tak po prawdzie to ja czekałam na Twoją recenzję koncertu z Kroke, odkąd złożyłeś swą deklarację;-) byłam ciekawa Twoich odczuć i refleksji, bo często trafiasz w punkt ze swymi spostrzeżeniami. Stąd też moje pytanie zaraz po koncercie - ale z lekka mętny wzrok i jakieś zdawkowe półsłówka to całe zeznania, jakie udało się wyciągnąć. Ale nie dziwię się. I będę to powtarzać - ta Alchemia, w podziemiach naszego krakowskiego Kazimierza, gdzie każdy kąt i zmurszały kawałek gzymsu są niemymi świadkami historii, to najlepsze miejsce dla koncertu "Śpiewam życie". Oczywiście - w największych salach koncertowych świata też go można pokazać bez cienia kompleksu. Ale nigdzie bardziej niż tu, wśród tych obtłuczonych cegieł piwnicy na Kazimierzu słowa " (...) tu puste okno za dnia przejmuje smutkiem do głębi (...)" nie zabrzmią prawdziwiej.

Kroke - to osobny rozdział w tej muzycznej przygodzie. Nasz Najlepszy Krakowski Zespół Eksportowy - jak ich nazywam na swój użytek. Profesjonalizm, wirtozeria, zgranie i to coś, co ma w sobie niewielu artystów, a w dużych dawkach ma właśnie Edyta Geppert. Jest to PRAWDA, z jaką przemawiają tymi utworami ze sceny. I nie ma się co dziwić, że spotkanie z Nimi pozostawia wielki odcisk pieczęci "High Quality" na duszy.

Cieszę się, że wreszcie spełniliście groźbę i dotarliście do Krakowa;-)) a prawdziwy Kraków jest właśnie tutaj - gdzie Kazimierz, Alchemia ze swoją zaczarowaną historią, urokliwe wąskie uliczki, gdzieniegdzie brodaci Chasydzi (właśnie - obok Alchemii przechodził taki właśnie "Szmul z brodą wielką" - miało się ochotę podbiec i zamówić białe, atłasowe cudo ;-) ) - tu wszystko jest nadal żywe i prawdziwe. Cieszę się, że mogłam Wam pokazać ten kawałek "mojego świata", no i przy takim wielkim święcie, jakim za każdym razem jest przyjazd do miasta Edyty Geppert ;-) )

Oskar też pozdrawia, znad smyczka;-))))

PS. Jeśli chodzi o utwory wykonywane przez Kroke, to najpierw (nie licząc Ajde Jano na początek) było Usual Happiness, potem Lullaby For Kamila, Bublitschki i Eden, potem Time i ten najbardziej energetyczny Eddie. Swoją drogą, brakło w koncercie jednego elementu - zagrypiony Kukush tym razem nie śpiewał wokaliz, za to z nawiązką to zastąpił graniem ;-) ))
_________________
* Gwiazdka *
 
 
Paweł Gabriel 
Gabriel

Wiek: 59
Posty: 303
Skąd: Ostrołęka
Wysłany: 14 Wrz 2013 04:07   

    Gwiazdko, do samego końca nie wierzyłem, że to się zdarzy. Już dwukrotnie przymierzałem się do Edyty Geppert z Kroke. Raz na „złoto” w Warszawie, drugi na odwołany, bodajże w kwietniu 2010r, właśnie w Alchemii. Ale jak to mówią: do trzech razy sztuka. Jeszcze stojąc w kolejce do wejścia, wchodząc na salę myślałem, że to nie może być prawda. Wszystko to było jakieś dziwne, nawet w środku sali czułem się w tłumie ludzi jak tłusty dorsz w beczce ze śledziami. Krzesełka maciupkie jak łupiny orzecha. Ale co tam będę myślał o wygodzie moich czterech liter jak czekała mnie taka uczta. Tak naprawdę to wszystkie moje wątpliwości skończyły się dopiero w momencie wejścia Krakusów na scenę. Następne kilkanaście kwadransów minęło błyskawicznie, jak krótkie dźwięki cyknięcia zegara, które na początku utworu Time wydobył ustami Tomasz Kukurba. Myślę, że dobrze się stało, że nie czekałem na wyjście Edyty Geppert po koncercie z garderoby. Strach pomyśleć co by się stało, gdyby moje pokoncertowa euforia przełożyła się na jakiś niekontrolowany uścisk dłoni lub nie daj Boże uścisk ramion. Toć z Edyty Geppert zostałyby tylko szpilki a muzyków Kroke kapelusze.

Pozdrawiam Gabriel.
_________________
Gabriel
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group